fot. Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami w Polsce- oddział w Koszalinie
Inspekcja weterynaryjna nie może zakończyć kontroli schroniska dla zwierząt bez dokumentów z ratusza. Mogą one potwierdzać informacje o nieprawidłowościach.

Pod koniec lutego pracownicy schroniska dla bezdomnych zwierząt w Koszalinie alarmowali, że są zmuszani przez Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami do pomocy rannym dzikim zwierzętom. Miało to być nie tylko niezgodne z przepisami, ale i stanowić zagrożenie dla zdrowia i życia ich samych, a także przebywających w azylu psów i kotów.

Wstępne dochodzenie w tej sprawie prowadzi prokuratura, a kontrolę w schronisku przeprowadziły także Inspekcja Pracy oraz Inspektorat Weterynaryjny. Ten drugi nie może jednak zamknąć wniosków pokontrolnych, gdyż od kilku tygodni nie otrzymał dokumentów, o które wnioskował do koszalińskiego ratusza. - Są one nieodzowne, żebyśmy wydali rzetelną decyzję - podkreśla Marek Kubica, Powiatowy Lekarz Weterynarii.

- Inspektorat nie prowadzi kontroli w ratuszu, więc nie ma prawa żądać od nas jakichkolwiek dokumentów - odpowiada Andrzej Kierzek, wiceprezydent Koszalina. - Wszystkie niezbędne informacje powinien pozyskać z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, które prowadzi schronisko. Tam jest pełna dokumentacja - dodaje.

Z informacji, jakie Radio Koszalin uzyskało od protestujących pracowników azylu wynika, że w ratuszowych dokumentach mogą znajdować się informacje potwierdzające podejrzenia o nieprawidłowościach. - Nie potwierdzam ani nie zaprzeczam. Umowy z TOZ-em na prowadzenie schroniska były podpisywane w 2014 roku i nie pamiętam dokładnych zapisów. Zlecę sprawdzenie czy w momencie przyjmowania oferty mogliśmy stwierdzić niebezpieczeństwo, że zlecenie mogłoby być realizowane niezgodnie z przepisami - zapowiada Andrzej Kierzek.

rw/ar

Czytaj więcej

Posłuchaj

Prezydent Koszalina odmawia weterynarii informacji o schronisku