fot. Arkadiusz Wilman
O tej ważnej dla Polaków pieśni artysta rozmawiał z Arkadiuszem Wilmanem w audycji „Kołozwrotek”.

- To były szczególne lata i dni. Kolejna grupa mieszkańców PRL-u zerwała się do buntu i władza ludowa te demonstracje w Radomiu i Ursusie bardzo mocno stłumiła. Mnie, jako Polaka, najbardziej upokorzyły jednak wydarzenia, które miały miejsce tydzień później. Wówczas władza ludowa zarządziła spędy, podczas których klasa robotnicza protestowała przeciwko „wichrzycielom i warchołom”. Czyli przeciwko swoim kolegom z fabryk - wspomina Jan Pietrzak. - To było upokarzające w dwójnasób. Tym ludziom na trybunach - szajce wyzyskiwaczy i okupantów - grano hymn, powiewały dla nich sztandary. Naród się wstydził, że tam stoi, ale był taki przymus. Patrzyłem na to i zastanawiałem się, czy dożyję wolnej Polski. Zacząłem układać słowa i podczas tego procesu twórczego wyszło mi hasło, które na pozór było nie logiczne „Żeby Polska była Polską. Ale jego moc okazała się przeważająca, bo w gruncie rzeczy chodziło nam właśnie o to, żeby Polska była Polską. Zgodę cenzury na wykonywanie tej pieśni dostałem dopiero po roku - w 1977 roku. Mogłem ją śpiewać w salach do 100 osób w trzech województwach. Ale pieśń zaczęła żyć własnym życiem, a jak wybuchła Solidarność stała się jej nieformalnym, spontanicznym hymnem - dodaje.

Więcej wspomnień Jana Pietrzaka, a także Lechosława Warzyńskiego, historyka z II LO w Koszalinie i Pawła Michalaka, dyrektora koszalińskiej delegatury Zachodniopomorskiego Urzędu Wojewódzkiego, działacza Solidarności w poniższej audycji Arkadiusza Wilmana „Kołozwrotek”. Zapraszamy do jej wysłuchania.


a/ar

. .