fot. Jarosław Ryfun
Kołobrzeg na zniesieniu opłaty uzdrowiskowej straciłby 33 miliony złotych rocznie - najwięcej ze wszystkich polskich uzdrowisk.

Radni wyrazili swój sprzeciw w poniedziałek, choć opozycja zaznacza, że projekt odpowiednich regulacji w tej sprawie nie trafił jeszcze nawet do konsultacji ministerialnych

Według prezydent Anny Mieczkowskiej likwidacja tej opłaty negatywnie odbije się na wszystkich gminach uzdrowiskowych w Polsce, a Kołobrzeg straci najwięcej: - Nie może być innego głosu płynącego z największego uzdrowiska w Polsce, jak ten, że my samorządowcy, ramię w ramię i ponad podziałami, idziemy walczyć o to, by zostawić nam tę opłatę. To znacząca część naszego budżetu. Po stronie dochodowej daje nam 33 miliony złotych rocznie. To rekompensuje nam nieco niższe wpływy z podatku od nieruchomości i CIT-u.

W tzw. Białej Księdze, opracowanej przez rządowy departament turystyki, która zawiera propozycje regulacji funkcjonowania turystyki w Polsce, pojawił się zapis by m.in. opłatę uzdrowiskową zastąpić turystyczną. Maciej Bejnarowicz, szef klubu radnych miejskich PiS podkreśla jednak, że to dopiero wstępny projekt regulacji: - Ten projekt nie trafił jeszcze do ministerstw do konsultacji. Ważne jest dla nas jednak to, co dzieje się na naszym własnym podwórku. Dlatego zaapelowałem, aby te wyimaginowane strachy na lachy, zamienić na wymierne działania, których celem jest obrona uzdrowiska.

Opłata uzdrowiskowa jest opłatą miejscowa wnoszoną przez wczasowiczów i kuracjuszy przebywających na terenie uzdrowiska. Co roku z budżetu centralnego gminy uzdrowiskowe otrzymują ponadto dotację w wysokości wpływów z tej opłaty. Jest to rekompensata za to, że uzdrowiska nie mogą czerpać zysków np. z uciążliwego przemysłu.

kk/ar

Posłuchaj

Anna Mieczkowska, prezydent Kołobrzegu
Maciej Bejnarowicz, szef klubu radnych miejskich PiS