
Nawet połowa szkolnych obiadów może trafiać do kosza - szacuje przedstawiciel firmy cateringowej dostarczającej posiłki do wielu szkół w Słupsku. Jego zdaniem po wprowadzeniu diety planetarnej uczniowie częściej rezygnują z jedzenia lub zostawiają posiłki na talerzach. Dzieci przyznają, że wolą tradycyjne obiady z mięsem.
Przedstawiciel firmy cateringowej, który chce pozostać anonimowy, zwraca uwagę przede wszystkim na dania bezmięsne. Jak mówi, uczniowie niechętnie jedzą m.in. makarony i zapiekanki w wersji roślinnej.
- Dużo jedzenia wraca z powrotem. Jak dzieci widzą, co jest, to albo nie chcą brać, albo jedzą, podłubią i zostaje to na talerzu. Później trzeba to wywalać. Makarony bez mięsa, zapiekanki ziemniaczane i inne potrawy bez mięsa - to właśnie wraca - mówi.
Uczniowie, z którymi rozmawialiśmy również zauważają, że ich rówieśnicy często wyrzucają jedzenie. Sami przyznają, że woleliby, aby w szkolnych jadłospisach częściej pojawiało się mięso.
Dieta planetarna zakłada zwiększenie udziału warzyw i produktów roślinnych w jadłospisie przy jednoczesnym ograniczeniu mięsa. Nowe przepisy przewidują między innymi, że raz w tygodniu szkoły mają serwować całkowicie roślinny obiad.
Grzegorz Borecki, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 6 w Słupsku przyznaje, że przyzwyczajenie dzieci do nowych smaków wymaga czasu. Jak zaznacza, nie otrzymał skarg od uczniów ani rodziców.
- Nie wygramy z fast foodami, a dzieci są nauczone dzisiaj jedzenia fast foodów, czyli szybkiego, niezdrowego, ale niestety smacznego jedzenia. Dlatego posiłki warzywne, oparte na roślinach strączkowych, bedą trudną konkurencją w szkołach. Nie każde dziecko będzie jadło je z wielkim apetytem - powiedział.
Ministerstwo Zdrowia zapowiada analizę skutków zmian i nie wyklucza korekt przepisów.
Paweł Drożdż/zn






