
Pociągi kursowały między dworcem przy ulicy Kolejowej a cmentarzem 31 października i 1 listopada. Zainteresowanie przejazdami okazało się tak duże, że w niedzielę kolejka musiała kursować częściej, niż przewidywał rozkład jazdy.
- Uruchomiliśmy tylko jeden wagon, który kursował na cmentarz i z powrotem. 1 listopada pociąg musiał jeździć częściej, niż zakładaliśmy. Chętnych było tak dużo, że część osób musiała zaczekać na kolejny kurs. Okazało się, że taki transport publiczny na cmentarz jest potrzebny i przydatny, dlatego w przyszłych latach będziemy go kontynuować - poinformował Paweł Gajdzica, prezes Towarzystwa Koszalińskiej Kolei Wąskotorowej.
Początkowo pomysł budził jednak wątpliwości miejskich służb i Zarządu Dróg i Transportu. Prezydent Koszalina Tomasz Sobieraj wyjaśnił, że obawy dotyczyły przede wszystkim lokalizacji końcowego przystanku przy bramie cmentarza, czyli w miejscu o dużym natężeniu pieszych: - Warto pamiętać, że piesi, którzy przebywali na cmentarzu, czy w jego okolicach, nie byli do tego przyzwyczajeni. Taka sytuacja, kiedy pociąg wjeżdża po torach, po których zwykle spacerowali, nigdy nie miała miejsca. Z tym były związane nasze wątpliwości. Cieszę się, że z pełnym sukcesem udało się przeprowadzić całą akcję.
Paweł Ruksza z Towarzystwa Koszalińskiej Kolei Wąskotorowej powiedział, że przedstawiciele organizacji już teraz zastanawiają się, jak lepiej zintegrować kolej z miejską komunikacją, by w przyszłym roku jeszcze bardziej ułatwić mieszkańcom dojazd na cmentarz. - W przyszłym roku będziemy rozmawiali z panem prezydentem i z Zarządem Dróg i Transportu o tym, żeby kursy kolei w te dni umieścić w systemie transportowym miasta. Może trzeba pomyśleć o takim rozwiązaniu, żeby niektóre linie autobusowe zatrzymywały się w pobliżu przystanków pociągu - sugerował.
Oba dni kursowania przebiegły bez incydentów i niebezpiecznych sytuacji. Pociągi nie stwarzały zagrożenia ani nie powodowały utrudnień, sprawnie wpisując się w ruch w rejonie cmentarza.
Monika Kwaśniewska/aj






